niedziela, 30 sierpnia 2015

Eko baja

Ministerstwo Środowiska organizuje konkurs na bajkę ekologiczną, a ja oczywiście cieszę się na myśl o nowych, kreatywnych sposobach przekazywania dzieciom wiedzy ekologiczno-przyrodniczej, na które wpadną uczestnicy konkursu. Poniżej plakat konkursu, szczegóły i regulamin na stronie http://ekobaja.eu/, a jeszcze niżej moje skromne porady dla autorów prac konkursowych (o które poprosili mnie organizatorzy konkursu). Powodzenia!



Na jaką eko-bajkę czekam?

Bardzo się cieszę, że już wkrótce będę mógł przeczytać swoim dzieciom (lub włączyć im nagranie Pani Anny Seniuk, jeśli akurat wypadnie mi bardziej leniwy wieczór) teksty powstałe w wyniku konkursu "EkoBaja". Wiem, że przed twórcami niełatwe zadanie, tym większy szacunek należy się każdemu, kto zmierzy się z tematem. A jak się z nim mierzyć? Gotowej recepty nie mam, za to mogę służyć kilkoma radami, a może nawet bardziej moimi życzeniami i nieśmiałymi oczekiwaniami wobec powstających eko-bajek:

1. Mam nadzieję, że twórcom uda się pokazać, iż słowo ekologia obejmuje znacznie szersze znaczenie, niż się potocznie zwykło uważać. Bardzo bym chciał, by powstające bajki pokazały młodym odbiorcom, że ekologia jest próbą zrozumienia skomplikowanego systemu powiązań istniejących w naturze, zaś to, co potocznie ekologicznym nazywamy (sortowanie śmieci, wybieranie jaj od kur z wolnego wybiegu, gaszenie światła przy wychodzeniu z pokoju) to nasze próby zminimalizowania człowieczego wpływu na ten system. Bardzo czekam na bajki, które pokażą, że człowiek potrafi się zachowywać wobec przyrody jak, przepraszam za porównanie, słoń w składzie porcelany - jak łatwo jest mnóstwo zepsuć, jak trudno naprawić choćby fragmencik.

2. Liczę, że jeśli twórcy pisać będą o zwierzętach, to sięgną po bohaterów, których jeszcze w literaturze dziecięcej nie wyeksploatowano, ewentualnie wykażą się kreatywnością w wykorzystywaniu bohaterów "ogranych". Pole do popisu jest ogromniaste - samych ssaków mamy w Polsce grubo ponad 100 gatunków.

3. Chciałbym, by bajki przede wszystkim bawiły, śmieszyły, zastanawiały, zmuszały do refleksji, przy okazji niosąc wiadomości przyrodnicze i ekologiczne przesłania. Przy odwróceniu kolejności istnieje ryzyko, że uwaga młodego czytelnika/słuchacza szybko się rozproszy...

4. Ostatnie, acz wcale nie najmniej istotne życzenie - niech Państwa bajki przekonają maluchy, że nawet najmniejszy stworek w swoim najmniejszym i najbardziej ograniczonym zakresie może zrobić coś, co będzie miało ogromne znaczenie. Jedna plastikowa torebka na trawniku mniej może przecież decydować o życiu i śmierci jakiegoś zwierzęcia, które z kolei może mieć wpływ na szerszy proces zachodzący w naszej okolicy, co z kolei może prowadzić...

niedziela, 26 lipca 2015

Letni raport zza wydmy

Choć lato i upały, i urlop, i ogólna degrengolada, to praca wre. I to nad kilkoma tematami naraz:

1. Były żubry online, są rybołowy online - podglądanie rodziny rybołowów z moim skromnym, rysunkowym udziałem: facebook.com/RybolowyOnline



2. Moje komiksy ukazują się w „Echach Leśnych”. Po tarantinowskim w swoim wydźwięku odcinku „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o mikoryzie, ale nie wiecie, że chcecie” narysowałem mroczny thriller „Wiewiórka, która igrała z ogniem”, zaś do najnowszego, jesiennego numeru - dramat rodzinny pod wiele mówiącym tytułem „Stowarzyszenie wędrujących świstunek”. Serdecznie polecam!



3. Nakładem Nadleśnictwa Augustów ukazała się kolorowanka poświęcona tematom bartniczym. Zresztą nie jest to tylko kolorowanka - na każdej z plansz zamieściłem wyjaśnienia dotyczące samych bartników, ich pracy, sprzętu bartnego, szkodników barci, itd. Mam nadzieję, że będzie się miło kolorowało i czytało!



4. Porcja recenzji nowych i zaległych: Ryjówka przeznaczenia w silesiadzieci, Ryjówka w wersji audio na juniorowo.pl, Powrót rzęsorka na booklips.pl, Powrót rzęsorka na polterze, Bartnik Ignat na bawimy się my trzy, Powrót rzęsorka w wyborczej, Ryjówka audio na papierofon.pl, Powrót rzęsorka na Dzikiej Bandzie i wreszcie Powrót rzęsorka w Magazynie Miłośników Komiksów. Bardzo dziękuję za wszystkie dobre słowa, biorę sobie też do serca uwagi krytyczne i obiecuję następnym razem postarać się bardziej, mocniej cisnąć ołówek i obficiej napocić się nad scenariuszami.

5. Pompik w wersji animowanej przechodzi małą metamorfozę. Na razie nic więcej nie zdradzę, tylko puszczę małą fotkę:



6. Wywiady. W sieci pojawiły się trzy nowe rozmowy, które przeprowadziły ze mną trzy niezwykle ciekawe i miłe osoby: pani Ela (juniorowo.pl), pani Ola (Koralowa Mama) i pan Kuba (komiks.polter.pl). Lubię odpowiadać na nieszablonowe pytania i takich właśnie kilka znalazło się w tych wywiadach. Niestety nie padło w żadnym z nich moje ulubione pytanie: „Co pan robi z tą całą zarobioną na komiksach kasą?”.

Ale, ale, uprzedzając wysyp maili, smsów, gołębi pocztowych i dżdżownic nadających kodem Morse’a, odpowiadam: za kasę z komiksów wystawiłem sobie chałupkę nad morzem. Ciasna, ale własna, do tego widoki piękne, i na dodatek eko-architektura. Piknie.

poniedziałek, 25 maja 2015

Festiwal Literatury dla Dzieci w Gdańsku

Ledwie złapałem oddech po powrocie z Warszawy, już musiałem wyruszyć do Gdańska na umówione warsztaty dla dzieci w ramach Festiwalu. Myślałem, że Komiksowa Warszawa była szalona, ale Gdańsk uświadomił mi, że byłem w błędzie... Pobudka o 4, pociąg o 5:02, dotarcie do Gdańska o 11:30, warsztaty o 16, o 23:50 pociąg powrotny, przy czym zero snu dzięki zaangażowaniu wokalnemu pasażerów zza ściany, konduktora, megafonistów na mijanych stacjach.



Najważniejsze było jednak to, że na warsztaty przybyli młodzi komiksiarze, rysownicy i wymyślacze z niesamowitą parą w łapie i niezwykłymi pomysłami w głowach. Było śmiesznie, trochę strasznie (kiedy zasnąłem na stojąco w połowie warsztatów i wszyscy myśleli, że pozuję do obrazka), bardzo sympatycznie. Dziękuję!

Komiksowa Warszawa i Festiwal Literatury dla Dzieci w ramach Warszawskich Targów Książki

Trzy dni kompletnego szaleństwa...

Zaczęło się w piątek - wizyta u Oli i Piotra Stanisławskich w Radiu TokFM, gdzie razem z Michałem Szolcem, szefem SoundTropez opowiadaliśmy o słuchowisku „Ryjówka przeznaczenia”. Potem spotkania okołopompikowe, o których cicho sza, a później gwóźdź piątkowego programu - mecz koszykówki komiksiarzy. Tak jakoś wyszło, że w tym roku to ja byłem osobą zbierającą zgłoszenia do drużyny czarnych, czyli wydawców. Kapitanem, tak zwanym, ale jak tu być kapitanem dla takich tuzów kosza i komiksu jak Tomek Kołodziejczak, Mateusz Skutnik, Szymon Holcman czy Paweł Timofiejuk? Nie mówiąc już o niezwykle energicznej dwójce z Sound Tropez - Michał Szolc i Maciek Sokołowski strasznie dawali radę.

W sobotę poranne spotkanie z przemiłą publicznością (zdjęcie podkradzione z facebooka Komiksowej Warszawy) i dyżur w strefie autografów, podczas którego siedziałem obok... Lewisa Trondheima! Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że zasiadam obok mojego mistrza, prawie mi się posypały kredki z piórnika. Wrysowywałem się do kolejnych komiksów zezując intensywnie na to, co On wrysowywał do Ralphów Azhamów i strasznie marzyłem o jego podpisie na moim komiksie. Ale głupio jakoś tak było go zagadywać o autograf kiedy kolejkę miał na kilometr, więc, w przypływie odwagi, odezwałem się do niego: „Nieźle rysujesz, stary!”, na co on zaczął uprzejmie dziękować tłumacząc się, że się stara... eee, nie, tak nie było. Chciałem powiedzieć coś sensownego, żeby nie wyjść na buca, a udało mi się tylko wybełkotać „Ju! Trondheim! Ju maj hiro aj low ju man! Dzat łos maj drim to mit ju!”. Lewis na to ze stoickim spokojem: „You can die now, he, he, he”. No i w końcu nie wziąłem autografu, kurczę blaszka. Reszty dnia nie pamiętam.



W niedzielę bladym świtem poleciałem na Myśliwiecką do Radia Dla Ciebie, na spotkanie z masakrycznie sympatyczną Beatą Jewiarz (były rozmowy o ryjówkach i o tym, czy dąb szypułkowy jest starszy od bezszypułkowego :-).



Potem migiem na warsztaty w ramach Festiwalu Literatury dla Dzieci. Było śmiesznie, bo okazało się, że wszyscy uczestnicy warsztatów rysują lepiej ode mnie. Na pocieszenie dostałem od organizatorów Festiwalu pudło ze 193 listami od czytelników. Fiksum dyrdum! Są tu wyrazy sympatii dla Pompika i ryjówek, a nawet Ambarasa i Salwinki, są też propozycje nowych przygód znanych bohaterów, ba, niektórzy napisali listę życzeń co do zupełnie nowych postaci (mrówki, roboty, kosmici...). Mocium pocium! Jak ja Wam dziękuję!

niedziela, 10 maja 2015

Festiwal książki artystycznej dla dzieci

W tym wypadku wrażenia zupełnie na gorąco - dopiero co wróciłem z dwudniowej imprezy w Galerii Arsenał w Białymstoku. Stoiska wydawców z kapitalnymi książkami i uśmiechniętymi sprzedającymi szybko wydrenowały nasze sakiewki ze srebrników, ale warto było, choćby dla widoku tych iskierek w oczach moich dzieci. Dopóki oczy im się będą iskrzyć na widok książek, dopóty będę o nie spokojny.



Poza częścią zakupową (i towarzyską - miło było zobaczyć znajome, życzliwe twarze!) odbyły się trzy ważne, z mojej perspektywy, wydarzenia:

1. Premiera „Powrotu rzęsorka”! Nie, przepraszam, ta rzecz zasługuje nie na jeden, a trzy wykrzykniki. Premiera „Powrotu rzęsorka”!!! Nie wyobrażacie sobie, jak trudny był to dla mnie komiks. I jak bardzo chciałem, by trylogia była wreszcie w komplecie. I jest!



2. Warsztaty z tworzenia komiksów oraz rysowania leśnych zwierzątek, odpowiednio dla nastolatków i wczesnoprzedszkolaków. Po raz kolejny przekonałem się, że kreatywność dzieci właściwie nie ma ograniczeń. Pomysły, na jakie wpadali uczestnicy warsztatów, wpędziły mnie w kompleksy i tylko chęć wyjścia z twarzą sprawiła, że nie zacząłem łkać i zawodzić w kąciku sali. Bo poważnie, czy ktoś inny wpadłby na pomysł (i potrafiłby go zrealizować w formie komiksu) kosmicznego toi-toia, w którym przygotowuje się budyń? Ośmiornicy, która odkrywa w sobie talent wokalny? Elfa, który zbiera zakrętki (bo chce, biedula, wreszcie zakręcić swoją butelkę z wodą i móc ją zabierać na spacery). Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom! Mam nadzieję, że smakowały Wam marchewki!





3. Przedpremierowy pokaz fragmentu pierwszego odcinka serialu animowanego „Żubr Pompik” - z wielką tremą pokazałem dzieciom i ich rodzicom efekt pracy studia EgoFILM (i mojej, rzecz jasna) nad animowanym Pompikiem, którego prawdziwa premiera już tuż-tuż. Na szczęście wszyscy zebrani przyklepali odcinek i skierowali serial do dalszej produkcji. Gdyby tylko właśnie oni o tym decydowali...



Ryjówka przeznaczenia od SoundTropez

Nie do wiary! Ryjówki mówią, krzyczą, podśpiewują, las szumi, narrator daje radę, ryjówkowe serce bije w rytm perkusji... Spełniło się moje marzenie i „Ryjówka przeznaczenia” zyskała formę słuchowiska.



Proszę, zróbcie sobie przyjemność i posłuchajcie choć króciutkiego zwiastuna pod tym adresem.

A jeśli się Wam spodoba, to polecam sklep SoundTropez oraz Audiotekę.

I jeszcze jedno - pierwsza recenzja do przeczytania tutaj: naregale.blogspot.com

Pyrkon 2015

Byłem, zobaczyłem, nakarmiłem mojego wewnętrznego nerda. Zapamiętam, bo:

1. Pierwszy raz byłem na tak wielkiej imprezie. 30 tysięcy ludzi zakręconych na punkcie najogólniej pojętej fantastyki, znaczna część poprzebierana, wszędzie coś się dzieje, wszędzie pełno moich ukochanych motywów, a więc starwarsów, pór na przygodę, komiksów...



2. Mieć spotkanie autorskie na takiej imprezie? Parę lat temu w najśmielszych snach nie widziałbym siebie w takim miejscu. A jednak... Jeszcze lepiej było na przesympatycznym spotkaniu z Sound Tropez, podczas którego siedziałem obok ekipy ze studia i prowadzącego, Kamila Śmiałkowskiego. Było dużo opowieści od kuchni o nagrywaniu słuchowisk komiksowych, było sporo o premierowej Ryjówce przeznaczenia, była okazja przyznać się, jaką wiochę robiłem SoundTropezom podczas nagrań w Warszawie (szarpanie reżysera dźwięku przez bliskiego zawału autora scenariusza included).

A sam poleciałem na spotkanie z Łukaszem Kowalczukiem. Rany, jaki to świetny gość. Przepraszam, że tak rżałem na spotkaniu, to było silniejsze ode mnie...



3. Pierwszy raz zobaczyłem, jak się ryjóweczka prezentuje. No, prezentuje się, prawda?



4. Podpisywałem komiksy tak sympatycznym osobom, jak Fiona ze zdjęcia. Dziękuję za wszystkie miłe słowa o ryjówkach!



5. Wreszcie wisienka na torcie - w programie imprezy widniały moje warsztaty dla dzieci „Fantastyczna strona ewolucji - kreatywne tworzenie bohaterów komiksowych”. Spodziewałem się pięciu-dziesięciu uczestników, 6-10-letnich, przyprowadzonych trochę na siłę przez rodziców, którzy potrzebowali wolnej godzinki na swoje pyrkonowe zajęcia. A jak było? Niemal mi skarpety spadły, kiedy wszystkie miejsca przy stolikach (około 30) zostały zajęte przez ogólnie pojętą młodzież (od nastu do trzydziestu-nastu lat). A już zupełnie odpaliło mnie z kapci, kiedy kolejne osoby wchodziły i zasiadały na podłodze, kompletnie wypełniając salę. Nie miałem za bardzo jak korzystać z flipcharta, nie wyrabiałem się z liczeniem napływających uczestników, zdzierałem gardło starając się dotrzeć do wszystkich... i kapitalnie się bawiłem. Mam nadzieję, że Wy wszyscy, drodzy uczestnicy warsztatów, też... Kilka Waszych kreacji miało prawdziwą moc!