poniedziałek, 25 maja 2015

Festiwal Literatury dla Dzieci w Gdańsku

Ledwie złapałem oddech po powrocie z Warszawy, już musiałem wyruszyć do Gdańska na umówione warsztaty dla dzieci w ramach Festiwalu. Myślałem, że Komiksowa Warszawa była szalona, ale Gdańsk uświadomił mi, że byłem w błędzie... Pobudka o 4, pociąg o 5:02, dotarcie do Gdańska o 11:30, warsztaty o 16, o 23:50 pociąg powrotny, przy czym zero snu dzięki zaangażowaniu wokalnemu pasażerów zza ściany, konduktora, megafonistów na mijanych stacjach.



Najważniejsze było jednak to, że na warsztaty przybyli młodzi komiksiarze, rysownicy i wymyślacze z niesamowitą parą w łapie i niezwykłymi pomysłami w głowach. Było śmiesznie, trochę strasznie (kiedy zasnąłem na stojąco w połowie warsztatów i wszyscy myśleli, że pozuję do obrazka), bardzo sympatycznie. Dziękuję!

Komiksowa Warszawa i Festiwal Literatury dla Dzieci w ramach Warszawskich Targów Książki

Trzy dni kompletnego szaleństwa...

Zaczęło się w piątek - wizyta u Oli i Piotra Stanisławskich w Radiu TokFM, gdzie razem z Michałem Szolcem, szefem SoundTropez opowiadaliśmy o słuchowisku „Ryjówka przeznaczenia”. Potem spotkania okołopompikowe, o których cicho sza, a później gwóźdź piątkowego programu - mecz koszykówki komiksiarzy. Tak jakoś wyszło, że w tym roku to ja byłem osobą zbierającą zgłoszenia do drużyny czarnych, czyli wydawców. Kapitanem, tak zwanym, ale jak tu być kapitanem dla takich tuzów kosza i komiksu jak Tomek Kołodziejczak, Mateusz Skutnik, Szymon Holcman czy Paweł Timofiejuk? Nie mówiąc już o niezwykle energicznej dwójce z Sound Tropez - Michał Szolc i Maciek Sokołowski strasznie dawali radę.

W sobotę poranne spotkanie z przemiłą publicznością (zdjęcie podkradzione z facebooka Komiksowej Warszawy) i dyżur w strefie autografów, podczas którego siedziałem obok... Lewisa Trondheima! Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że zasiadam obok mojego mistrza, prawie mi się posypały kredki z piórnika. Wrysowywałem się do kolejnych komiksów zezując intensywnie na to, co On wrysowywał do Ralphów Azhamów i strasznie marzyłem o jego podpisie na moim komiksie. Ale głupio jakoś tak było go zagadywać o autograf kiedy kolejkę miał na kilometr, więc, w przypływie odwagi, odezwałem się do niego: „Nieźle rysujesz, stary!”, na co on zaczął uprzejmie dziękować tłumacząc się, że się stara... eee, nie, tak nie było. Chciałem powiedzieć coś sensownego, żeby nie wyjść na buca, a udało mi się tylko wybełkotać „Ju! Trondheim! Ju maj hiro aj low ju man! Dzat łos maj drim to mit ju!”. Lewis na to ze stoickim spokojem: „You can die now, he, he, he”. No i w końcu nie wziąłem autografu, kurczę blaszka. Reszty dnia nie pamiętam.



W niedzielę bladym świtem poleciałem na Myśliwiecką do Radia Dla Ciebie, na spotkanie z masakrycznie sympatyczną Beatą Jewiarz (były rozmowy o ryjówkach i o tym, czy dąb szypułkowy jest starszy od bezszypułkowego :-).



Potem migiem na warsztaty w ramach Festiwalu Literatury dla Dzieci. Było śmiesznie, bo okazało się, że wszyscy uczestnicy warsztatów rysują lepiej ode mnie. Na pocieszenie dostałem od organizatorów Festiwalu pudło ze 193 listami od czytelników. Fiksum dyrdum! Są tu wyrazy sympatii dla Pompika i ryjówek, a nawet Ambarasa i Salwinki, są też propozycje nowych przygód znanych bohaterów, ba, niektórzy napisali listę życzeń co do zupełnie nowych postaci (mrówki, roboty, kosmici...). Mocium pocium! Jak ja Wam dziękuję!

niedziela, 10 maja 2015

Festiwal książki artystycznej dla dzieci

W tym wypadku wrażenia zupełnie na gorąco - dopiero co wróciłem z dwudniowej imprezy w Galerii Arsenał w Białymstoku. Stoiska wydawców z kapitalnymi książkami i uśmiechniętymi sprzedającymi szybko wydrenowały nasze sakiewki ze srebrników, ale warto było, choćby dla widoku tych iskierek w oczach moich dzieci. Dopóki oczy im się będą iskrzyć na widok książek, dopóty będę o nie spokojny.



Poza częścią zakupową (i towarzyską - miło było zobaczyć znajome, życzliwe twarze!) odbyły się trzy ważne, z mojej perspektywy, wydarzenia:

1. Premiera „Powrotu rzęsorka”! Nie, przepraszam, ta rzecz zasługuje nie na jeden, a trzy wykrzykniki. Premiera „Powrotu rzęsorka”!!! Nie wyobrażacie sobie, jak trudny był to dla mnie komiks. I jak bardzo chciałem, by trylogia była wreszcie w komplecie. I jest!



2. Warsztaty z tworzenia komiksów oraz rysowania leśnych zwierzątek, odpowiednio dla nastolatków i wczesnoprzedszkolaków. Po raz kolejny przekonałem się, że kreatywność dzieci właściwie nie ma ograniczeń. Pomysły, na jakie wpadali uczestnicy warsztatów, wpędziły mnie w kompleksy i tylko chęć wyjścia z twarzą sprawiła, że nie zacząłem łkać i zawodzić w kąciku sali. Bo poważnie, czy ktoś inny wpadłby na pomysł (i potrafiłby go zrealizować w formie komiksu) kosmicznego toi-toia, w którym przygotowuje się budyń? Ośmiornicy, która odkrywa w sobie talent wokalny? Elfa, który zbiera zakrętki (bo chce, biedula, wreszcie zakręcić swoją butelkę z wodą i móc ją zabierać na spacery). Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom! Mam nadzieję, że smakowały Wam marchewki!





3. Przedpremierowy pokaz fragmentu pierwszego odcinka serialu animowanego „Żubr Pompik” - z wielką tremą pokazałem dzieciom i ich rodzicom efekt pracy studia EgoFILM (i mojej, rzecz jasna) nad animowanym Pompikiem, którego prawdziwa premiera już tuż-tuż. Na szczęście wszyscy zebrani przyklepali odcinek i skierowali serial do dalszej produkcji. Gdyby tylko właśnie oni o tym decydowali...



Ryjówka przeznaczenia od SoundTropez

Nie do wiary! Ryjówki mówią, krzyczą, podśpiewują, las szumi, narrator daje radę, ryjówkowe serce bije w rytm perkusji... Spełniło się moje marzenie i „Ryjówka przeznaczenia” zyskała formę słuchowiska.



Proszę, zróbcie sobie przyjemność i posłuchajcie choć króciutkiego zwiastuna pod tym adresem.

A jeśli się Wam spodoba, to polecam sklep SoundTropez oraz Audiotekę.

I jeszcze jedno - pierwsza recenzja do przeczytania tutaj: naregale.blogspot.com

Pyrkon 2015

Byłem, zobaczyłem, nakarmiłem mojego wewnętrznego nerda. Zapamiętam, bo:

1. Pierwszy raz byłem na tak wielkiej imprezie. 30 tysięcy ludzi zakręconych na punkcie najogólniej pojętej fantastyki, znaczna część poprzebierana, wszędzie coś się dzieje, wszędzie pełno moich ukochanych motywów, a więc starwarsów, pór na przygodę, komiksów...



2. Mieć spotkanie autorskie na takiej imprezie? Parę lat temu w najśmielszych snach nie widziałbym siebie w takim miejscu. A jednak... Jeszcze lepiej było na przesympatycznym spotkaniu z Sound Tropez, podczas którego siedziałem obok ekipy ze studia i prowadzącego, Kamila Śmiałkowskiego. Było dużo opowieści od kuchni o nagrywaniu słuchowisk komiksowych, było sporo o premierowej Ryjówce przeznaczenia, była okazja przyznać się, jaką wiochę robiłem SoundTropezom podczas nagrań w Warszawie (szarpanie reżysera dźwięku przez bliskiego zawału autora scenariusza included).

A sam poleciałem na spotkanie z Łukaszem Kowalczukiem. Rany, jaki to świetny gość. Przepraszam, że tak rżałem na spotkaniu, to było silniejsze ode mnie...



3. Pierwszy raz zobaczyłem, jak się ryjóweczka prezentuje. No, prezentuje się, prawda?



4. Podpisywałem komiksy tak sympatycznym osobom, jak Fiona ze zdjęcia. Dziękuję za wszystkie miłe słowa o ryjówkach!



5. Wreszcie wisienka na torcie - w programie imprezy widniały moje warsztaty dla dzieci „Fantastyczna strona ewolucji - kreatywne tworzenie bohaterów komiksowych”. Spodziewałem się pięciu-dziesięciu uczestników, 6-10-letnich, przyprowadzonych trochę na siłę przez rodziców, którzy potrzebowali wolnej godzinki na swoje pyrkonowe zajęcia. A jak było? Niemal mi skarpety spadły, kiedy wszystkie miejsca przy stolikach (około 30) zostały zajęte przez ogólnie pojętą młodzież (od nastu do trzydziestu-nastu lat). A już zupełnie odpaliło mnie z kapci, kiedy kolejne osoby wchodziły i zasiadały na podłodze, kompletnie wypełniając salę. Nie miałem za bardzo jak korzystać z flipcharta, nie wyrabiałem się z liczeniem napływających uczestników, zdzierałem gardło starając się dotrzeć do wszystkich... i kapitalnie się bawiłem. Mam nadzieję, że Wy wszyscy, drodzy uczestnicy warsztatów, też... Kilka Waszych kreacji miało prawdziwą moc!

piątek, 8 maja 2015

Forest beekeeper w Czechach

...ale nie to, że po czesku, tylko do kupienia w czeskiej księgarni. Poniżej opis z ich strony -najlepsze wprowadzenie do mojego komiksu, jakie kiedykolwiek czytałem:

V hlubinách starobylého lesa, nazývaného Pushcha, chová vysoko v korunách stromů včelař Ignat své včely. Stejně jako jeho otec, dědeček a jejich předkové udržuje Ignat dlouholetou tradici. Lidé říkají, že Ignat dostane vše, co potřebuje od lesa, že mluví se zvířaty a stromy ... I když Ignat žije ve světě mimo čas, neví a nepřeje si vědět, co je za rok, běh dějin se nezpomaluje a Ignatův poklidný život je náhle přerušen. Pushcha padne do rukou nových majitelů, kteří vidí les jen jako zdroj příjmů z prodeje tisíce borovic a dubů. Ignat nebude mít klid, dokud bude na světě i ta nejmenší šance na záchranu lesa a zachování tisícileté tradice. Je to jeho Pushcha.